Menu

„Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara” – czy warto wybrać się do kina?

29 czerwca 2017 - Kino

Najnowsza część serii „Piraci z Karaibów” jest już w polskich kinach! Można ją oglądać od jakiegoś czasu, jednak wiele osób wciąż zastanawia się, czy warto się wybrać. Na co można liczyć? Czy opowieść dorównuje poprzednim częściom, czy może je przebija? Czy film wciąga i wychodzi się z niego z myślą „to było coś!”? Oto krótka recenzja części „Zemsta Salazara”.

Kilka słów o produkcji

11 maja 2017 roku miał premierę film „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”. Polska nie była wcale dużo gorsza – u nas film można oglądać od 27 maja. Od tego czasu wiele osób było już w kinach, ale początkowe recenzje nie zachęcały. Tymczasem zupełnie niesłusznie!

Piraci z Karaibów są już sami w sobie marką. Johnny Depp wcielający się po raz któryś w postać Jacka Sparrowa niektórych może irytować swoimi przesadzonymi gestami, jednak były one częścią jego kreacji już od „Klątwy Czarnej Perły”, więc to po prostu kontynuacja roli. W dodatku bardzo udana! W pozostałych rolach zobaczyć można kwiat hollywoodzkiego aktorstwa – ale również młodych, aspirujących aktorów, którzy z pewnością namieszają w kolejnych latach, bo już tym filmem pokazali swój niebywały talent. Javier Bardem wcielił się w postać tytułowego kapitana Salazara, Geoffrey Rush znów został kapitanem Barbossą, a na nowych bohaterów wyrośli Brenton Thwaites, w roli Henry’ego Turnera, syna słynnego Willa Turnera, którym był Orlando Bloom (który pojawia się na chwilę w filmie), a także Kaya Scodelario, która zagrała Carinę Smyth i która (spoiler!) okazuje się być córką kapitana Barbossy.

Kilka słów o historii

Co razi w filmie to fakt, że minęło tak ogromnie dużo czasu (w końcu syn Willa i Elizabeth Swann jest już duży!), a starsza część obsady w ogóle się nie postarzała. Scena powitania Willa przez Elizabeth jest szczególnie sztuczna, jako że wydaje się, jakby pierwsza część piratów kręcona była zaledwie wczoraj – kobieta wygląda młodo i kwitnąco, jakby nadal miała 20 lat! Ale sam fakt pojawienia się Blooma i Keiry Knightley – choć na chwilę – to ukłon w stronę fanów całej serii. Kolejny z nich to fragment, w którym pokazany jest młody Jack Sparrow – a scena ta jest bardzo udana i zapada w pamięć!

Głównym wątkiem jest dotarcie do legendarnego Trójzębu Posejdona – kto go posiada, rządzi na morzach! Pewien złowrogi korsarz ucieka ze swojego mitycznego więzienia i atakuje statki pirackie – jego celem jest zdobycie zarówno Trójzęba, jak i zemszczenie się na Jacku Sparrow, który to właśnie przyczynił się do jego zamknięcia.

Czy warto iść do kina?

Z pewnością warto wybrać się do kina na „Zemstę Salazara”, choćby i po to, żeby zobaczyć jak znakomite role wykreowała obsada. Prócz tego jest to też po prostu fantastyczna zabawa, bo historia naprawdę wciąga, a efekty specjalne powalają! Podmorska sceneria i kołysanie się okrętu przy wielkiej szczelinie w oceanie tuż przed końcem naprawdę zapiera dech w piersiach – na wielkim ekranie wygląda porażająco i naprawdę zapada w pamięć! Mimo że do filmu można podchodzić na zasadzie „jeszcze kolejni piraci?”, warto się przemóc – będzie to na pewno wspaniale spędzony czas!

Reżyserią produkcji zajęli się Joachim Rønning i Espen Sandberg – i osobiście uważam, że to doskonała produkcja! Powrót do takich piratów, których wszyscy podziwiali – którzy bawią, straszą, wciągają, sprawiają, że chcemy więcej!